wtorek, 12 kwietnia 2011

Oświęcim: 2-letni Emilek wypił rozpuszczalnik i walczy o życie

Chwila nieuwagi mogła skończyć się tragedią. Mama spuściła z oczu Emilka (2 l.) i Leszka (4 l.), bo musiała wejść do toalety. To wystarczyło, by starszy z chłopców wyciągnął butelkę rozpuszczalnika z szafki, a młodszy pociągnął z niej łyk trucizny...
Na szczęście dzięki szybkiej interwencji lekarzy malucha udało się uratować. Wciąż jednak leży w szpitalu. Lekarze obawiają się komplikacji.
- Nie wiem, jak mogło do tego dojść - załamuje ręce Grażyna Nowak (44 l.) z Oświęcimia, matka Emilka. - Ja naprawdę nigdy nie zostawiam dzieci samym sobie. Ale musiałam pójść do łazienki...
A wtedy 4-letni Leszek nagle otworzył szafkę pod kuchennym zlewem. Wyciągnął nową butelkę z rozpuszczalnikiem. Trudno mu było otworzyć nakrętkę ręką, więc pomógł sobie zębami. Wszystkiemu przyglądał się Emilek. To on właśnie pociągnął łyk trującego płynu... W tym momencie pani Grażyna wyszła z toalety.
- Boże, zostaw to! - krzyknęła przerażona. Ale było już za późno. Trucizna wlała się do gardła chłopca. Matka zadzwoniła po karetkę. Emilek trafił do oświęcimskiego szpitala, a stamtąd helikopterem przewieziono go do Katowic. Chłopiec przeżył, ale jego matka wciąż jest w szoku. Nigdy nie wybaczy sobie tej chwili nieuwagi. - To najgorszy koszmar, jaki przeżyłam - opowiada. - Mam nadzieję, że moje dziecko szybko wróci do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz